Proces ewolucji interfejsu użytkownika Windows od wersji 3.1 do 95, w kontekście historii opowiedzianej przez jednego z członków zespołu designerskiego (The Windows® 95 User Interface: A Case Study in Usability Engineering) budzi we mnie dwa nieco sprzeczne uczucia:
Po pierwsze. Nikt nie myśli o Win95 jako o lśniącym przykładzie ergonomii i świetnie zaprojektowanego UI, ale trudno oprzeć się wrażeniu, jak duży postęp dokonał się nie tyle w samym interfejsie, który oglądać można było w finalnej wersji produktu, co w podejściu do jego projektowania. Pierwsze podejścia do stworzenia nowego UI przypominały błądzenie po ciemnym lesie i szybko okazało się, że nie może być mowy o żadnej sztywnej specyfikacji, rygorystycznym podejściu do projektowania ani jakiejkolwiek z góry nałożonej linii rozwoju.
Po wtóre. Praktycznie wszystkie problemy, jakie zauważono przy testach z użytkownikami na wczesnym interfejsie Win95 obserwuje dzisiaj. W XP, w KDE, w GNOME, gdziekolwiek bądź. Jeżeli jestem w stanie wykrzesać trochę zrozumienia dla kolejnych wersji Windows, przy projektowaniu których jedną z dwóch głównych wytycznych było zachowanie zgodności wizualnej w takim stopniu, który umożliwiłby bezbolesne przejście użytkowników starszych wersji, to nie mam zrozumienia dla twórców środowisk graficznych typu KDE czy GNOME, których celem przecież nie było (mam nadzieję) bezmyślne skopiowanie niezbyt dobrego UI Windowsa, ale stworzenie czegoś o rząd wygodniejszego i wydajniejszego. I tą wojnę uniksowe GUI przegrały.